Strona główna

15 kwietnia A.D. 2019 - Próżnia i znak 

 1.

Zadzwoniła do nas kobieta przykuta do łóżka i telewizora:
„Włączcie info, pali się serce przeszłego Paryża".

Runęła iglica przekłuwająca niebo do nieba wyższego.
Myślałem o zbiorowisku bólu i o dziesiątym kwietnia.
Ta sama aura, choć wtedy czas zrzucał nocną koszulę
a teraz dzień zbliżał się do wieczornej toalety.

Od dziesiątego do piętnastego upłynęło lat dziewięć,
co według chaldejskich magów - znaczy świętą doskonałość;
powiedzmy że ironii. Zawaliła się dębowa więźba
wyschłej wiary i nadziei spękanej. We wnętrzu głównej nawy
dopaliła swą oschłość.

Na bruku trwa walka o najlepsze zdjęcie,foto news.
Los relikwii, wyjadacze hitu, będą śledzić
kiedy żar zmęczy się trudem strażaków.

Katedra płonie szybko i sprawnie.
W cywilizacji najwyższych wydajności
osiemset lat niszczeje w kilku godzinach.
2.                        

Do Kartaginy przybyłem wtedy  
Płonąc płonąc płonąc
T.S. Eliot

Miliony osób nieustannie przybywają do suchego źródła,
ale nie chcą się przejrzeć w jego kamiennym dnie,
czyli jest tak jakby nikt się tu nie pojawiał.
Wartości są szare i przemęczone jak ostatni maratończyk
biegu dla osób z wdrukowanym autyzmem.
Ostateczność wita abstrakcję.

W jałowej ziemi bratek kłania się krokusowi,
tulipan walczy o miejsce ze stadem narcyzów.
Przychodzą dłonie aby pielić to, co najmocniejsze,
korzenie zła, które kwitną żółtym światłem mleczów.
Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień.
Czy ogień może wypalić nieurodzajną ziemię
na nawóz szlachetnych zgliszczy?
„Nie gaście tego gówna,
to cud, że się pali” –
pisze polski żurnalista

3.

W nocy stanął nasz stuletni zegar wiedeński.
Cisza godzin skazuje nas na elektronikę.
Poranek jest smutny. Głosi pyrrusowe zwycięstwo
człowieka nad żywiołem. Któż odnajdzie ludzi,
którzy jak dni bez cienia wzruszenia,
wolno odchodzili od Boga.
Zbawiciel szukał jednej jedynej owieczki,
a w wolnomyślnej obojętności czterdziestu lat pustyni,
zagubiły się całe pokolenia.

Cząstki witrażu Panien Mądrych i Panien Głupich
ze szklanym szelestem i kroplą ołowiu
sypią się na nasze głowy. Pył popielcowej środy.

To był tylko zwykły pożar, nic z mistyki płomieni.
Może pożar niezwykły, ale tylko w przestrzeni historii.
Twarz Herostratesa staje się ekranem telewizora.

Piętnasty kwiecień jak dziesiąty.
Po paru minutach zna się przyczynę

                                    16 – 17 kwietnia A.D. 2019

                                                           

„Święta Rodzina pełna troski” – olej na sośnie 2012 r.

Ojczyzna

Przechadzałaś się w moim wnętrzu
jako wielki zbiorowy obowiązek
Orędowniczko szczęku przeszłego oręża
Pośredniczko bólu
Słyszę we mnie moc kroków
Jestem tchórzem i bohaterem zarazem
Przechadza się we mnie
sługa boży i sługa tolerancji
Przegląda się w lustrze sumienia
literat i poeta
Zwracałem Tobie moje
Słowa serca i zwroty zatwardziałości
metafory pamięci i troski
pełne nadziei
na nadziei czystość
Teraz jestem sam na sam
ze swą samotnością
nie bądź nam ucieczką
do Wszystkich Świętych Manipulacji
w litanie syte prośbą
wetknij strofy dziękczynienia
Nie bądź immunitetem od niewygód prawd
o Tobie i przede wszystkimo mnie

                                                            

 

Wolę koty

Pies merda ogonem,
poddaje się tresurze łatwo, bez rozterek.
Jego wierność jest typem wierności,
która wywołuje bezradność
lub pogardę.
Przykład: Szarik z czołgu Rudy.
Zresztą wielbicieli czołgu należy oceniać gorzej
niż jakiegokolwiek psa.

Kto oswoi kota
jest wzorem cierpliwości,
nie bez indywiduum.
Kto zdobędzie jego przyjaźń
będzie zbawiony, bo daremny trud
nie może być
interesowny.

Wolę koty:
– prowokowany drapię.
To, że mnie ktoś pogłaszcze
i mruczę z rozkoszy
do niczego nie zobowiązuje

Składanka obrazów z roku 2008
 

 

Suplikacja

Tyle ich ufnie zdyszanych biegnie do Ciebie
w przepoconych wyścigiem wieczorowych sukniach,
z obietnicą łapówki na ustach. To prośby nasze –
bluźnierstwa siostrzyczki.

Wypal więc, Panie, w mych ust kraterze
fałszu instrument, choćby ćwiekami gwiazd
rozbłyskał, w wzorcu wywodów
i symbolach nośnych. Wtedy to, Panie,
z wieżyczki trudu spadnie łez attyka,
jałowy smutek omaści nadzieja.

A ja przyrzekam, że nie zbuduję swojskiej ody
na planie krzyża – odgromnika nieba.
Na taflę kartki nie spławię tratwy ukojonej strofy,
wersów pierzonych tokującym ptactwem.

I krwawy stygmat nad kolebką ziemi
nie złuszczy z wargi –
przeciw półprawdom –
ironii hydry

Adres: akatyst05@wp.pl

 

Patron sugerowany każdemu

Od lat fascynuje mnie Apostoł Juda Tadeusz,
patron spraw beznadziejnych.
Wybór idola był subiektywny,
żadnej presji.

Królowi Edessy  przyniósł święty Mandylion,
zapewne Całun Zbawiciela.
Władca ozdrowiał, chrześcijaństwo w mieście
wybuchło setkami kościołów, tysiącami
zapewne zbawionych wyznawców
i szybko obumarło.

To wszystko jest niespójne:
jak moje wnętrze jest zbudowane na niepewności,
sile tradycji, chciejstwie i szlachetnym akcie,
bądź co bądź –
przekory.

Juda jako młody mężczyzna miał długie włosy
i kędzierzawą bródkę. Chodził boso.
Powinien być  patronem hippisów lub innych
buntowników z powodami ciężkimi od pozorów.

Odmówię do niego nowennę.
To ma sens, by sens
odzyskać. To także wskazówka,
dla wielu tych, co myślą,
że już chwycili Pana Boga
za
choćby
jedną nogę  –

tę kroczącą