Strona główna

*   *   *

Uprawiam parę arów słów
niskopienne przeszczepy
górskiej dziczki – mój ogródek skupienia
Po jego brukwi i różach
nocą bezsenną
galopuje błędny cień rycerza
Gniew i cisza włączają swe serwery
aktywują kody dostępu do ścieżek buntu 

Szkody w porannej rosie
uzupełniam  łzą suchą
Na rabatach cynii grządce czosnku
maskuję przed sąsiadem
kopyt ślad srebrny 

Skąpo światła
Tylko prawd nie do życia
wskrzesza się we mnie
tłum
i gotów
na lincz 

Nie jestem człowiekiem czystym
nie bywam
nie potrafiłbym
być

 "Święta Rodzina pełna troski" - olej na sośnie 2012 r.

Ojczyzna

Przechadzałaś się w moim wnętrzu
jako wielki zbiorowy obowiązek
Orędowniczko szczęku przeszłego oręża
Pośredniczko bólu
Słyszę we mnie moc kroków
Jestem tchórzem i bohaterem zarazem
Przechadza się we mnie
sługa boży i sługa tolerancji
Przegląda się w lustrze sumienia
literat i poeta
Zwracałem Tobie moje
Słowa serca i zwroty zatwardziałości
metafory pamięci i troski
pełne nadziei
na nadziei czystość
Teraz jestem sam na sam
ze swą samotnością
nie bądź nam ucieczką
do Wszystkich Świętych Manipulacji
w litanie syte prośbą
wetknij strofy dziękczynienia
Nie bądź immunitetem od niewygód prawd
o Tobie i przede wszystkim

o mnie

                                                     

 

Wolę koty

Pies merda ogonem,
poddaje się tresurze łatwo, bez rozterek.
Jego wierność jest typem wierności,
która wywołuje bezradność
lub pogardę.
Przykład: Szarik z czołgu Rudy.
Zresztą wielbicieli czołgu należy oceniać gorzej
niż jakiegokolwiek psa.

Kto oswoi kota
jest wzorem cierpliwości,
nie bez indywiduum.
Kto zdobędzie jego przyjaźń
będzie zbawiony, bo daremny trud
nie może być
interesowny.

Wolę koty:
– prowokowany drapię.
To, że mnie ktoś pogłaszcze
i mruczę z rozkoszy
do niczego nie zobowiązuje

Składanka obrazów z roku 2008
 

 

Suplikacja

Tyle ich ufnie zdyszanych biegnie do Ciebie
w przepoconych wyścigiem wieczorowych sukniach,
z obietnicą łapówki na ustach. To prośby nasze –
bluźnierstwa siostrzyczki.

Wypal więc, Panie, w mych ust kraterze
fałszu instrument, choćby ćwiekami gwiazd
rozbłyskał, w wzorcu wywodów
i symbolach nośnych. Wtedy to, Panie,
z wieżyczki trudu spadnie łez attyka,
jałowy smutek omaści nadzieja.

A ja przyrzekam, że nie zbuduję swojskiej ody
na planie krzyża – odgromnika nieba.
Na taflę kartki nie spławię tratwy ukojonej strofy,
wersów pierzonych tokującym ptactwem.

I krwawy stygmat nad kolebką ziemi
nie złuszczy z wargi –
przeciw półprawdom –
ironii hydry

Adres: akatyst05@wp.pl

 

Patron sugerowany każdemu

Od lat fascynuje mnie Apostoł Juda Tadeusz,
patron spraw beznadziejnych.
Wybór idola był subiektywny,
żadnej presji.

Królowi Edessy  przyniósł święty Mandylion,
zapewne Całun Zbawiciela.
Władca ozdrowiał, chrześcijaństwo w mieście
wybuchło setkami kościołów, tysiącami
zapewne zbawionych wyznawców
i szybko obumarło.

To wszystko jest niespójne:
jak moje wnętrze jest zbudowane na niepewności,
sile tradycji, chciejstwie i szlachetnym akcie,
bądź co bądź –
przekory.

Juda jako młody mężczyzna miał długie włosy
i kędzierzawą bródkę. Chodził boso.
Powinien być  patronem hippisów lub innych
buntowników z powodami ciężkimi od pozorów.

Odmówię do niego nowennę.
To ma sens, by sens
odzyskać. To także wskazówka,
dla wielu tych, co myślą,
że już chwycili Pana Boga
za
choćby
jedną nogę  –

tę kroczącą